poniedziałek, 26 czerwca 2017

Szary Mag w wersji angielskiej

A więc stało się! Decyzja została podjęta. Uciekam stąd (pisarsko). Właściwie nie do końca uciekam, ale jednak chcę poszukać swoich drzwi do ładnej pogody. Może akurat za tymi drzwiami świeci słońce?
Niedługo zabiorę się za tłumaczenie Szarego Maga na język angielski. A oto pierwsze podejście do okładki. Co o tym sądzicie? Będę jak zawsze wdzięczny za każde słowo komentarza (nawet nie na temat).

wtorek, 20 czerwca 2017

Bogini Isztar

To będzie książka o dwóch historiach, dwóch czasach. Na pewno będzie to książka zupełnie inna niż inne. :) Jest taka ciekawa, że nie mogę się doczekać, żeby ją napisać.
W tej książce nic nie będzie oczywiste, nic nie będzie tym, co jako Czytelnicy dobrze znacie. Kompletny odjazd, co znaczy, że moja psychoza zaczyna się pogłębiać.
Okładki już mam! Teraz już tylko pozostało napisać książkę. Tylko tyle.

Dziękuję za komentarze. Zdjęcia okładek usunąłem, bo w końcu musze zostawić Wam jakąś niespodziankę. W dodatku jeszcze są niedopracowane. A więc troszkę cierpliwości.

Z aktualności - wczoraj skończyłem pracę z Niedopowiedzianymi!
Pozostaje tylko znaleźć patronów i kolejna pozycja wypłynie na szerokie wody.

No to teraz biorę się za Isztar - boginię miłości i wojny.




poniedziałek, 12 czerwca 2017

Żenujące zdarzenia z życia autora


Odnosząc się do ostatniej gafy pomyślałem, że dopiszę kilka słów. Moje pisarskie życie składa się z wielu żenujących incydentów.

Kilka lat temu, zaraz po premierze Szarego Maga dostałem zaproszenie na pewne wydarzenie literackie. Zaproszenie było ładne, w pdf, w dodatku uprzejme, więc postanowiłem pojechać, nie chcąc robić przykrości organizatorom. Miała to być debata na temat kierunku rozwoju literatury polskiej. Przygotowałem się starannie, elegancko ubrałem, wypachniłem najlepszym co miałem (czyli wodą kolońską za 8,50zł) i ruszyłem na debatę. Sala miała dwa wejścia: jedno dla publiczności, drugie dla gości zaproszonych, czyli (jak mniemałem) mnie. Drzwi dla vip-ów pilnował ochroniarz, który uznał, że ktoś taki jak ja nie mógł zostać zaproszony. No, nic. Co tam będę dyskutował z bucem, zwłaszcza, że z wyglądu przypominał buldożer i spieranie się z nim byłoby równoznaczne z samobójstwem. A ja chciałem jeszcze trochę pożyć pełnym chwały, pisarskim życiem. Wszedłem tymi drugimi drzwiami, przemaszerowałem dziarsko przez widownię i zasiadłem za stołem autorskim. Grzecznie się ze wszystkimi przywitałem, wypiłem kawkę i zeżarłem dwa kawałki ciasta, patrząc jak wokoło rozstawiają się media. I wtedy podeszła do mnie chuda panienka i z lekkim zakłopotaniem wskazała mi miejsce na widowni.

Okazało się, że wcale nie byłem zaproszony do udziału w dyskusji, a jedynie do słuchania tego o czym mówią mądrzejsi i bardziej znani ode mnie pisarze.

Od tej pory (w takich sytuacjach) zwykle od razu znajduję miejsce na widowni, najlepiej z tyłu w samym kącie i się nie wychylam. Trudno mnie też stamtąd wyciągnąć, o czym przekonali się organizatorzy ostatniej nocy bibliotek. Lubię to swoje miejsce w kącie.

Takich żenujących wpadek było więcej, ale niektóre są tak bardzo żenujące, że wstyd o tym wspominać.

Szykuje się kolejna, piękna, żenująca wpadka. Aukcja charytatywna. Mówiłem, żeby nie dawali ceny minimalnej. Niestety dali 5 dych i szansa na to, że ktoś kupi moją książkę spadła poniżej zera. A miało być tak pięknie!

Zachęcam wszystkich, żeby kupili jakąś książkę z autografem (nie mówię, że akurat moją), pomagając jednocześnie chłopcu. Jest w czym wybierać! Do akcji zgłosili się:


 


Katarzyna Bulicz - Kasprzak, Małgorzata Warda, Katarzyna Mlek, Monika Sawicka, Joanna Stovrag, Iwona Małgorzata Żytkowiak, Jolanta Kosowska, Alicja Makowska, Agnieszka Pruska, Dominika Rosik, Anna Sakowicz, Przemysław Piotrowski, Karol Kłos, Krzysztof Zajas i Marcin Ciszewski, Izabela Milik, Ałbena Grabowska, Thomas Arnold.

 
 
Po ostatnim opisie gafy dostałem sporo wiadomości od znajomych o mniej więcej takiej treści: „naprawdę?”. Piszę od razu, żeby się nie trudzili (w odniesieniu do dzisiejszego wpisu). Niestety tak.

środa, 7 czerwca 2017

Gafa stulecia

Chciałem dobrze, a wyszło tak jak zwykle.
Miałem zamiar wesprzeć akcję charytatywną i wysłałem do kilku znajomych autorek i (o zgrozo) autorów wiadomość takiej mniej więcej treści: "Chcę się z Tobą pilnie skontaktować! Wszystko wyjaśni Ci mój ostatni post na blogu". Chodziło mi o ten z listem do pisarzy.
Byłoby fajnie, ale wczoraj zamieściłem wpis na temat... światowego dnia seksu! Nie dziwi więc wieczorna odpowiedź jednej z autorek - "U mnie czy u Ciebie?".
Ponieważ obawiam się, że zostanę zasypany propozycjami od autorek lub (co gorsza) autorów, to spieszę z wyjaśnieniami. Chodziło mi o list na temat akcji charytatywnej.

PS. Do mojej znajomej pisarki - może być u mnie :)

Światowy Dzień Seksu

Dowiedziałem się dzisiaj jaki mamy dzień. A ja taki nieprzygotowany do świętowania! Żadnej chętnej kobiety w pobliżu. Ach gdyby tak uczcić ten dzień samotrzeć, choćby i samowtór! Niestety pewnie jak zwykle posiedzę nad książką, która jakoś nie chce się zakończyć i pójdę spać z oczami czerwonymi jak słoń, co się schował w jarzębinie.
Naszła mnie refleksja. (Oczywiście bezwstydna zrobiła to już wcześniej (to wredne najście), ale teraz ją przytoczę.) Świat wciąż zachwyca się zabójcami, nazywa ich: bohaterami, bojownikami, żołnierzami, patriotami i tysiącem innych pięknych określeń, za to brzydzi się seksem. Kochanków obdarza się całym arsenałem epitetów, z których "rozpustnica" jest określeniem stosunkowo najlżejszym, wręcz pieszczotliwym. Moralność ludzka najwyraźniej mieszka w majtkach.
A ja bym wolał, żeby ludzie bardziej się lubili, przytulali, kochali ze sobą, a mniej nienawidzili, walczyli (w imię takich czy innych dyrdymałów), kłamali czy oszukiwali (o zabijaniu nawet nie wspomnę).

I taką właśnie refleksją chciałem się z Wami podzielić. A gdyby jakaś pani chciała przejść od słów do czynów, to dla dobra ludzkości mogę się ewentualnie poświęcić.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

List do autorów- dopisek

Mam informację, że codziennie kolejne dobre, pisarskie dusze dopisują się do akcji. Zgłosiła się Małgosia Warda, Kasia Bulicz-Kasprzak (mam zaszczyt zaliczać obie do swoich znajomych) i Kasia Mlek (chętnie bym ją też przygarnął, gdybym miał z nią kontakt). Cieszę się, że środowisko autorskie zareagowało.
Większość autorów nie chciała rozgłosu, ale po pierwsze nie ma się czego wstydzić (niech się wstydzą ci, co mają wszystkich gdzieś i nie odpowiadają), a po drugie - to są właśnie takie momenty, kiedy można skapitalizować mniejszą lub większą popularność, żeby komuś pomóc (w moim przypadku mniejszą) i zmobilizować Czytelników, a może nawet (jeśli ktoś posiada) fanów.
Zachęcam do licytowania. Przy mojej popularności cena za książkę nie przekroczy pewnie granicy pięciu złotych. Jest więc wyjątkowa okazja!

Poinformuję was o wynikach... Chyba, że wynik licytacji mojej książki okaże się wyjątkowo żenujący. Wtedy to przemilczę.
Do przeczytania bardzo :)

Z ostatniej chwili:
Wciąż dochodzą nowi autorzy, którzy chcą wesprzeć akcję. Pomoc zadeklarowała dzisiaj Monika Sawicka i Marcin Ciszewski. Jestem coraz bardziej dumny, że autorzy - artystyczne, wrażliwe dusze - tak żywo zareagowali. Czekam na więcej!

sobota, 3 czerwca 2017

Zapomniani bogowie. Słowiańska opowieść.


Pora odtrąbić zakończenie promocji Zapomnianych Bogów. Trwała od stycznia do końca maja 2017. Były wywiady do mediów (szczególnie miło wspominam jedną panią reporterkę z radia – obowiązek noszenia takich dekoltów, jaki miała ta pani, wprowadziłbym ustawą), były spotkania autorskie w bibliotekach i księgarniach. Około 150 sztuk Zapomnianych (w wersji papierowej i elektronicznej) przekazałem bezpłatnie na rozmaite konkursy, aukcje i inne działania promocyjne. Wcisnąłem też kilka sztuk znajomym - tym mało asertywnym, którzy z grzeczności nie potrafili odmówić (jedna młoda dama tak się przestraszyła, że dostanie książkę, że usunęła mnie ze znajomych na LC).

Zrobiłem dla tej książki co mogłem, reszta należy do Was. To od Was zależy, czy sięgnięcie po ten tytuł, opublikujecie opinię o książce albo polecicie znajomym. Ja muszę poświęcić swój czas na dopracowanie kolejnej powieści, bo w przeciwnym razie nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Na spotkaniach autorskich były spojrzenia pełne uwielbienia (zwłaszcza od dam, które sądząc po wyglądzie mogą pamiętać czasy, w których dzieje się akcja Zapomnianych), były też spektakularne wyjścia podkreślone trzaśnięciem drzwiami. Były pełne sale i spotkania, w których uczestniczyły wyłącznie cztery pracownice biblioteki, patrzące nerwowo na zegarki.

Dorobiłem się kilku nowych fanów i kilku nowych hejterów (dwóch mam szczególnie wiernych – hejterów nie fanów – którzy wielokrotnie dawali oznaki obsesyjnego zainteresowania moją twórczością).

To był ciekawy okres w moim życiu, ale cieszę się, że się skończył. Znajomi mogą przestać się ukrywać – „rozdawajek” już nie będzie. Książkę papierową kupicie między innymi w: Empiku, Książnicy Polskiej, E-księgarni, E-bookowie. Wersję elektroniczną praktycznie wszędzie.

Nie znikam z eteru. Dalej będę was męczył wpisami na blogu (dojdzie kilka fragmentów najnowszej pracy, może pojawi się jakiś pomysł na kontynuację poradnika o tym jak wydać książkę), będę pojawiał się na różnych imprezach literackich (o ile dalej będą mnie zapraszać), żeby w gronie innych literatów napić się wódki pod pretekstem uduchowionych rozmów, a które to rozmowy po pierwszej flaszce zwykle przeradzają się w rozmowy „udupowione” (już rozumiem czemu szklaneczka do wódki nazywa się „literatką”).

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i komentujących bloga (zwłaszcza pana Arka), licząc po cichu na więcej.

Do przeczytania!

Festyn literacki

W bezrozumnej nadziei, że jednak ktokolwiek to czyta, chciałem podrzucić Wam kilka fotek z festynu literackiego (a dokładnie dwie). Ten łysy...